W STAND-UPIE TO STAND-ARD!
Wspominaliśmy wcześniej o tym, że najlepszymi stand-uperami amatorami są ci, którzy szczególnie w okresie przedwyborczym aktywnie włączają się w proces rozwoju tej specyficznej formy kabaretowej ekspresji. Często opowiadają dowcipy, tylko że najczęściej kiepskie. Szamotulanie mieli okazję spotkać się w niedzielę w „Halszce” z prawdziwym stand-uperem profesjonalistą Pawłem Reszelą. Bądźmy szczerzy, korespondencyjny i wyimaginowany pojedynek politykier-artysta zdecydowanie wygrał komik i „opowiadacz dowcipów”. I nawet nie chodzi o formę przekazu: w stand-upie bezpośrednia, swojska, frywolna (czasami do przesady), we współczesnej polityce też jest swojsko, też bezpośrednio, też pieprznie. Nie ma natomiast miejsca na oryginalną pointę, a w stand-upie to standard! I właśnie w Szamotułach pointa była najważniejsza i to ona najbardziej rozbawiała słuchaczy. I jeszcze coś dla wtajemniczonych – trzeba wielkich kompetencji i dużego wyczucia, by gotowanej potrawy nie zepsuć. Jeżeli wsypiemy do niej zbyt dużo pieprzu, to jej nie zjemy. Po prostu. Paweł Reszela okazał się być dobrym kucharzem!


